środa, 12 marca 2014

Wesołe miasteczko

Klepisko powstałe na miejscu zniwelowanej góry. Ogromne głośniki i muzyka tak głośna, że pęka głowa. Czasem piosenki przerywane tekstem zachęcającym do wszystkiego, co wokół. Napływające rodziny – sobotni wieczór w wędrownym wesołym miasteczku. Wszędzie oślepiające białe jarzeniówki.

Miasteczko jest samowystarczalne. Każda karuzela (oraz pociąg - potwór jeżdżący dokoła) ma swój benzynowy generator prądu, który kopci oraz dodaje swoje decybele. Szczególnie paskudny jest ten przy kole młyńskim. Operator koła ma uszy ze stali, choć to chyba cecha narodowa. Za pomocą jednej wajchy zatrzymuje i uruchamia ponownie skomplikowany system łańcuchów i pasków klinowych. Zbiornik na benzynę znajduje się na wysokości, w otwartej beczce, paruje.

Pole otoczone jest straganami, gdzie można kupić ubrania, buty i słodycze. W różnych miejscach porozrzucane są stanowiska gier. Przeważają pochylone płaszczyzny w wbitymi gwoździami, przez które przedzielają się kulki mające dotrzeć do celu i nie wpaść do dziury.

Jest miło i panuje atmosfera pikniku ale niestety i oczy i uszy są zbyt atakowane, po chwili trzeba iść.


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz