wtorek, 24 stycznia 2012

Monsun zachodni

"Pratiwi" wpłynęła do Labuan Bajo po tygodniowym safari. Na pokładzie dwójka Anglików. Mnie nie było na łodzi. W każdym razie odetchnęłam. To nie jest dobry czas na pływanie po Komodo. Kiedy łodzie są na morzu, cały czas się niepokoję. To jest sezon "barat" czyli "zachodni", chodzi o monsun oczywiście. Miejscowi tak mówią, w naszym nazewnictwie lepiej powiedzieć pora deszczowa. A jak nazwa "barat" wskazuje monsun wieje z zachodu, ogólnie z zachodu bo czasem jest to pólnocny zachód a czasem zachód południowy. Może padać i może też wiać. Więc trzeba się pilnować co do trasy i miejsc nurkowań.



Czasem, gdy wieje mocno i są fale, prom z Sape nie przypływa. I choć już nie powinnam to się ciągle dziwię - brakuje warzyw, owoców a przed ostatnim safari nawet jajek. Czemu ludzie z Flores tego nie wytwarzają - nie wiem. Mam stałe plany rozpoczęcia produkcji na własna rękę. Na razie niezrealizowane.

To najbardziej mi przeszkadza w mojej pracy - ta zależność od natury. Od wiatru, deszczu. Ciągle wypatruję chmur na horyzoncie, znam fazy ksieżyca, który wpływa na prądy.Nic się z tym nie da zrobić i chyba powinnam sobie odpuscić ale ja się stresuję i tak. Niepotrzebnie i na zapas.
Teraz pora na dok. Własnie, też trzeba wybrać dobry "ksieżycowy moment".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz