Pare ogolnych zdjec z Flores. Tym razem te pionowe.
Blog o życiu na tropikalnej wyspie Flores w Indonezji, przygodach na morzach Indonezji, budowaniu drewnianych łodzi, pracy w Parku Narodowym Komodo.
poniedziałek, 3 grudnia 2012
sobota, 1 grudnia 2012
Flores 2
Ludzie na Flores są bardzo krewcy. Rozmowy i negocjacje nie
są ich mocną stroną.
Kiedys, na poczatku kolejnego sezou, chcialam zadzwonic po
divemastera, ktory juz wczesniej u mnie pracowal. Byl freelancem czyli bralismy
go tylko w razie potrzeby, placac za dzien pracy.
No to sie dowiedzialam – siedzi w wiezieniu za zabojstwo,
pocial kogos z rodziny zony z powodu sporu o kawalek ziemi. Zona oddziedziczyla
dzialke, z mezem czyli Nurdinem wybudowali dom a potem rodzina zony
stwierdzila, ze za dobrze im sie powodzi i wysuneli do ziemi pretensje. Tak to
przynajmniej Nurdin przedstawia. Wiec sie wkurzyl i chwycil za parang.
Wczesniej juz tak zrobil na lodzi, kiedy zdenerwowal sie na pewnego Japonczyka,
ktory stanal na koralu aby cos sfotografowac. Japonczyk byl na innej lodzi i po
nurkowaniu Nurdin takze chwycil za parang i poplynal na tamta. Nie bylo mnie
wtedy na lodzi ale wiem, ze niewiele brakowalo do tragedii.
Co do pociecia – okazalo sie ostatecznie, ze szwagier zyje
ale jest wlasnie pociety, w tym jego glowa. Po jakims czasie Nurdin z wiezienia wyszedl i znowu
zaczal u nas plywac. Rafy Komodo zna jak malo kto!
Zreszta z Nurdina jest niezle ziolko i w innych sprawach. Ma
zony w roznych portach i wiele dzieci. W tym jedna zone w wiosce Komodo, gdzie
chodzi na noc jesli plan safari zaciaga nas w jej poblize.
Z ziemia ciagle sa jakies klopoty. Przez dluzszy czas
mechanik z Laluni ciagle jezdzil do swojego miasta Reo na polnocy Flores. Mi
sie to oczywiscie nie podobalo bo zostawial zwykle wazne sprawy na lodzi.
Okazalo sie, ze musial tak jezdzic, zeby pilnowac ziemi, zeby nikt sie na nia
nie zamachnal, nie wyszedl z roszczeniem a takie niebezpieczenstwo tam
istnialo. Tak to jest przy braku ksiag wieczystych i rodzinie pilnujacej aby
nikt sie nie wybil.
Trzeba tez bardzo uwazac kupujac nowa ziemie. Nie wiadomo
czy sprzedajacy jest na pewno jej wlascicielem. Bylo juz sporo niespodzianek.
Osobiscie zostalam w Labuan Bajo pobita i postrzelona ze
srutu. Pobita w pierwszym roku plywania
na Ari Jayi (2006). Nie mielismy wtedy stalego kucharza, bralismy tylko na
poszczegolne safari. Ale sie okazalo, ze w sierpniu lodz bedzie plywac przez
caly miesiac, tydzien w tydzien (moj sukces marketingowy!). I wtedy
zaproponowalam jednemu z naszych freelancow, Olengowi, zeby ustalil pensje za
ten miesiac, on by mial prace przez 30 dni a my zaplacilibysmy mniej niz placac
30 dniowek. Zgodzil sie, ustalil pensje. I pojawil sie tylko na pierwszym
safari, potem sie znudzil (czy stalo sie cokolwiek, rzecz nie do wyjasnienia)i
po prostu nie przyszedl rano na targ rybny, gdzie mial sie ze mna spotkac.. Na
kolejne dwa safari w pocie czola i za kazdym razem w ostatniej chwili znalazlam
innych kucharzy (dwoch roznych bo pierwszy z nich mial chorobe morska, tak jak
i potem drugi zreszta, za kazdym razem okazywalo sie to drugiego dnia safari).
A Oleng ni z tego ni z owego zjawil sie na ostatnim safari w miesiacu. Przyjety
przez nas bo kolejne szukanie nowych kucharzy w labiryntach Labuan Bajo nie
wchodzilo w gre. Z ustalonego miesiaca pracowal ostatecznie 10 dni. Dostal 1/3
ustalonej pensji. I wtedy wpadl we wscieklosc bo chcial dostac 10 dniowek, czyli
troche wiecej. Ja dla zasady sie nie zgodzilam i wyladowalam i w szpitalu i na
policji.
Policja w Labuan Bajo zachowuje sie specyficznie – po co ma
sie klopotac i szukac kogos po miescie, kto kogos pobil, jesli sie mu zjawia w
biurze ktos inny (ofiara), z wlasnej woli, bule (czyli bialy), podany jak na
talerzu, komu moze zrobic klopoty i byc moze cos wyciagnac. Chyba kazdy
poszkodowany po 5 minutach zaluje goraco pomyslu zgloszenia swojej sprawy. Ja
tez sie z policji szybko wynioslam.
wtorek, 20 listopada 2012
Flores 1
Jest wreszcie przewodnik po Flores. Sa nawet opisy roznych
tras i mapy. Zamierzam osobiscie sprawdzic wszystkie i zobaczyc jak to wyglada
w praktyce. Bo problem w chodzeniu po Indonezji, a Flores nie jest wyjatkiem,
jest taki, ze prawie wszedzie trzeba przewodnika, ktory nas gdzies prowadzi bo
nie ma szlakow, oficjalnych tras, wytyczonych sciezek. A przewodnik ma czesto
tragarzy, organizuje posilek i juz caly biznes sie kreci. Daje zapewne utrzymanie
wielu osobom ale jest stanowczo upierdliwe jesli ktos mieszka tu dluzej i
chcialby po prostu sie przejsc w lesie, wejsc na jakas gore czy zrobic
cokolwiek wtym rodzaju, co jest normalne w Poslce.
Przewodnik oczywiscie stwierdza, ze Flores jest przepiekne a
ludzie “witaja przyjezdnych z otwartymi ramionami i rozgrzewajaca serca
przyjaznia, chetni, zeby podzielic sie swoja fascynujaca przeszloscia oraz
obecnym stylem zycia”. Gadka gadka, trzeba oczywisie cos w tym stylu napisac.
Flores rzeczywiscie jest fascynujace, jednakze nie w tym mdlym, cukierkowym, folderowym
stylu.
A ludzie rzeczywiscie sa przyjazni, gdy licza na zysk albo,
biorac pod uwage minimum, przynajmniej nikt im za skore nie zalezie. Wiadomo
natomiast, ze jesli by sie kogos
niechcacy na drodze potracilo lub nie daj boze zabilo, najlepiej od razu
ratowac skore i uciekac na policje. Lepiej byc narazonym na korupcyjne szantaze
niz zabitym na drodze w zbiorowym wysilku calej wioski. Ta zasada tyczy sie
zreszta calej Indonezji.
Flores okreslilabym slowem mroczne. Mroczne gory czesto
pokryte mgla, mroczne tajemnice. Wyspa moglaby zostac miejscem dla kolejnego odcinka
Indiany Jonesa! Wszystkie konieczne elementy sa! Stare obrzedy, zaskakujace
zwyczaje, przyroda. I skarby!
Flores jest pokryta skarbami. Oczywiscie podobno ale tak
mowia. A zloto jest tu w cenie. Stare chaty, niektore podobno piecsetletnie,
kryja rodzinne zbiory, wynoszone z cienia tylko przy specjalnych okazjach.
Sa tez miejsca z ukrytymi skarbami. Mozna by sie pokusic aby
je poszukac ale lepiej nie! Zloto bylo ukrywane w takich bowiem okolicznosciach
– bogaty pan wybieral miejsce, w glebokiej dolinie bez dostepu. Tj. wybieral je
stojac na skraju przapasci, patrzac z gory. Potem wysylal sluge ze skarbem do
ukrycia. Sluga schodzil po linie. Zakopywal skarb a gdy wracal wspinajac sie po
linie jego pan parangiem (czyms w rodzaju maczety) ja ucinal. Gdy sluga spadal
na pewna smierc, jego pan wypowiadal mniej wiecej takie slowa – teraz bedziesz
strzegl moich rzeczy po wsze czasy. Wiec ten strzeze i lepiej skarbu nie
szukac!
Prawda czy nieprawda – zloto na Flores jest. To w ziemi bo
rozne firmy probuja zdobyc licencje na jego wydobycie. I to w postaci
bizuterii, w wioskach.
Wyspa lezala na szlakach handlowych, Portugalczycy
usadowieni na Timorze oraz Molukach i handlujacy korzeniami, zanim musieli
wycofac sie na rzecz Holendrow, potrzebowali Flores jako przystanku na trasie. Weszli
oczywiscie w rozne uklady z miejscowymi klanami. Pewnie stad te skarby. A moze
jeszcze ze starych chinskich szlakow?
cdn.
cdn.
piątek, 9 listopada 2012
Rodzina
Na przykladzie zalogi z lodzi, gosposi w domu i paru innych
znajomosci widze, ze uwiklanie w rodzine tu w Indonezji jest czyms przerazajacym.
Nie ma z niego wyjscia, nie ma indywidualnego zycia, kariery, ambicji. Rodziny
– czyli ojca, matki, ciotek, wujkow, kuzynow, dziadkow.
Systemem emerytalnym sa dzieci. To calkiem zrozumialy mechanizm
przy braku innego ale rozleniwiajacy starsze pokolenia. Np. z wioski z calej
rodziny tylko jeden czy jedna sie odwaza, wyrusza do Labuan Bajo albo na Bali i
zaczyna zarabiac. Reszta nie, po co, przeciez w tym systemie maja juz
zapewniony byt.
Telefon od rodziny z kampungu (rodzinnej wioski) oznacza
zawsze mniejszy lub wiekszy klopot, ktory zazwyczaj sprowadza sie do potrzeby
pieniedzy (nie bylam swiadkiem przypadku, kiedy rodzina zadzwonila, zeby
zapytac o samopoczucie, wesolo pogadac…).Trudno sie rozwinac, utrzymac na
dobrym, coraz wyzszym poziomie (sa tacy, ktorym na tym zalezy choc musze
stwierdzic, ze nie wszyscy), wlasna mala rodzine, jesli rece wyciagaja sie
zewszad po datki, a to trzeba leczyc kuzyna, a to kuzynka wychodzi za maz a to
to a to sramto. Rodzice maja zwykle duzo dzieci. Ciezar opieki nad najmlodszym
rodzenstwem spoczywa na tym najstarsz ym, juz pracujacym. I transfer srodkow
trwa. Ale potem najmlodsze rodzenstwo bedzie sie czulo zobowiazane wobec
starszego i pomoze jego dzieciom. I tak dalej i tak dalej.
Sytuacja zupelnie odwrotna niz w Europie, gdzie to
najczesciej rodzice wspieraja dzieci (w uzasadnionych badz nie
przypadkach). Na Flores, w wioskach,
rzadzi wyuczona bezradnosc kierujaca sie przeciw odwaznym jednostkom.
Nie ma tez przedawnienia – do Meny, mechanika na Pratiwi, w
momencie gdy znalazl te prace, zglosila sie rodzina jego przybranej matki (sam
jest uciekinierem z Timoru Wschodniego). Musial zaplacic za swojego przybranego
ojca zalegly “belis” czyli oplate dla rodzicow kobiety od przyszlego meza.
Ojciec kiedys nie zaplacil a mimo to sie ozenil. Nie zdarza sie to czesto ale
czasem tak. Belis jest dosc wysoki i nie zawsze kazdego na niego stac. Sa tez pary, ktore przez to nie biora slubu,
przynajmniej na poczatku - slubu oficjalnego bo tradycyjny wg miejscowych zwyczajow zwykle jest. Bo jesli jest dziecko to bez slubu rodzicow jest
klopot - nie dostanie aktu urodzenia ani nie pojdzie do szkoly (abstrahujac od
wstydu rodziny). Wiec na Flores odbywaja sie czasem sluby (przynajmniej
katolickie bo to wiem z pierwszej reki od polskiego misjonarza) zbiorowe
udzielane parom z juz jakas iloscia dzieci. Wobec dziwacznych zwyczajow i
panstwowych przepisow nawet kosciol musial sie uelastycznic.
W urzedach bez rodziny tez ani rusz. Wszedzie pytaja o
niejaka “kartu keluarga” czyli karte rodziny, nalezaca do podstawowych tu
dokumantow. Trzeba ja miec przy wyrabianiu paszportu, kupowaniu ziemi… Maz jest
w niej nazwany oficjalnie glowa rodziny – “kepala keluarga” a ponizej sie
wpisuje zone i po kolei dzieci. Jak ktos nie ma wspolmalzonka to ma karte
rodziny wciaz przy rodzicach, chocby mial 50 lat. Nie zdaza sie to oczywiscie
czesto. Rodzina to tu pewnik. Tu sie nie pyta czy ktos ma dzieci. Pyta sie czy
juz je ma – “sudah ada anak?”, “belum ada anak?”. Te pytania zadawano mi
nagminnie. A jak jest juz Toni to sie pytaja o drugie. Choc takie nagabywanie
zdarza sie tez w Poslce, podobno.
środa, 7 listopada 2012
Magia 2
Nasza gosposia poszla spac do domu sasiadki. Ta poprosila ja
o to (intensywnie) bo sie boi. Ostatnio czesto z nami jezdzi poniewaz ma dzieci
w podobnym wieku co Toni, bardzo z nim zaprzyjaznione. I dzisiaj jak to zwykle
dyskusja zeszla na magie, duchy, szatany, dziny itp, ktore w duzych ilosciach
zamieszkuja Indonezje. A w kazdym razie tak tutaj twierdza. Biorac pod uwage
moje dotychczasowe znajomosci moge powiedziec, ze wszyscy Indonezyjczycy, bez
wyjatku. Rozne religie laczy na pewno to, ze ich wyznawcy wierza w te same
leaki, tuyule, susuki (szczegoly mam nadzieje opisac niebawem). Co wiecej,
nawet misjonarze polscy na Flores zaczeli wierzyc w magie, zwlaszcza czarna.
Byli podobno swiadkami urokow i tajemniczych smierci “bez powodu”. Niby bez
powodu bo przeciez wiadomo – magia.
Magia jest traktowana jako normalny element zycia. Gdy ktos
cos usprawiedliwia magia albo opowiada historie swojej rodziny z magia w tle, jego
rozmowca mowi “a no tak”, wszystko rozumie, kiwa glowa, chwyta w lot, o co
chodzi. Taki kod ponad podzialami. Na pewno ponad religiami ale ponad
odleglosciami, jakie dziela wyspy takze. Sa jakies lokalne magie ale tez kazdy
wie, ze tuyul czy susuk kupuje sie na Jawie, wiadomo gdzie, a nawet raz ktos z
Flores powiedzial mi cene.
Podobno magia nie dziala, jesli ktos w nia nie wierzy.
Powinnam byc wiec bezpieczna. Ale i mi sie przytrafilo pare dziwnych sytuacji.
Jedna ma byc jednoznaczna! Wybralismy sie na Bali do swiatyni Uluwatu,
niedaleko. Ja nie chodzilam po jej terenie, znalam ja juz dobrze. Siedzialam na
murku a Toni spal w wozku. I nagle, jak to tam zwykle bywa, malpa,dosc
bezczelny makak z calej ich tamtejszej grupy, od tylu zabral mi okulary.
Poniewaz byly dosc stare i juz poklejone (jak mi sie to zdarza miewac) nie
uczynilam nic aby je odzyskac. Ale pewien mily turysta rzucil sie na ich
ratunek przeciwko malpie. Ta w koncu, juz z drzewa, rzucila okulary, ktore
spadly tuz pod nogi pewnej zasuszonej balijskiej staruszki. Kto byl na Bali na
pewno takie widzial, nosza drewno, pracuja w polu i w obejsciu, siedza na
targach. Daje im na oko 30 kilogramow, skora i kosci. I ta wlasnie staruszka
podniosla okulary. Chcac nie chcac wstalam i ruszylam w jej kierunku,
wyciagnelam reke po nieszczesna staroc. Juz mowiac ‘terima kasih’ – ‘dziekuje’.
A ona na to ‘money money’. Zamiast jej dac (byloby po sprawie) tak mnie to wkurzylo, ze
powiedzialam tylko ‘za co?’ i dosc ostro wzielam okulary z koscistej reki. I
wrocilam do siedzenia. Ona tez siadla, okolo 50 metrow od nas. Intensywnie sie
wpatrywala. Ja jej tez posylalam ostre spojrzenia ale nie za bardzo mnie to w
sumie zajmowalo.
Staruszka przyszla w nocy. Do domu. Trzy razy w nocy Toni
budzil sie w panice, jakiej nie zaznal wczesniej ani juz potem. Nie do uspokojenia przez dluzszy czas. Bez
zrozumialego dla mnie powodu. Dopiero rano przypomnialam sobie o staruszce a
Sardin potwierdzil – widzial ja w nocy, siedziala na szafie, wlosy zaslanialy
jej twarz ale to byla ona. Ja jej nie moge widziec ale on tak. Ma magiczny
kamien! Toni dostal do picia wode ze szklanki, gdzie zostal zanurzony kamien.
Sardin cos poszeptal przez dluzszy czas. Potem bylo juz spokojnie.
Ten kamien podobno nas uratowal. Chciala zrobic cos zlego
ale sie przestraszyla. Kamien jest czarny, okragly, od niejakiego mister Dauta
z Komodo, ktory bardzo nas lubi bo pozwalamy mu zawsze sprzedawac drewniane
warany klientom.
Co do kamieni – pewien moj znajomy tez dostal magiczny kamien, nota bene wlasnie od
katolickiego misjonarza na Flores. Kamien ma cofac skutki kazdego ukaszenia
weza, nawet najgorszego z jadowitych gatunkow! Wystarczy przylozyc w miejsce
ugryzienia i po problemie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















